Arystoteles a Gwiezdne Wojny
21 paź, 2011 5 komentarzyTagi: Arystoteles, Gwiezdne Wojny, mimesis, Star Wars
Pewne koncepcje, choć powstały bardzo dawno temu, nie tracą na aktualności. Przykładem jest teoria mimesis, sformułowana niemal dwa i pół tysiąca lat temu przez Arystotelesa. Potwierdzeniem tego, że wciąż można za jej pomocą wytłumaczyć wiele zjawisk obecnych w kulturze, są dyskusje fanów Gwiezdnych Wojen.
Teorię mimesis bardzo często pojmuje się w uproszczony i niewłaściwy sposób. Arystoteles twierdził, że dobra sztuka powinna naśladować rzeczywistość. Nie chodziło jednak filozofowi o to, że artysta musi w sposób niewolniczy kopiować rzeczywistość. Uczeń Platona nie twierdził, że w dramacie nie może pojawić się na przykład zwierzę, które nie występuje w rzeczywistości. Teoria mimesis nie zakazuje umieszczać w dziele sztuki zjawisk i elementów, które nie istnieją w otaczającym nas świecie. Jak pisze Arystoteles:
(…) ze względu na efekt artystyczny lepiej jest przecież przedstawić rzecz wiarygodną chociaż niemożliwą niż możliwą, lecz nie trafiającą do przekonania[1].
Co miał zatem na myśli grecki filozof, kiedy mówił o mimetyczności? Jego teorię można zinterpretować następująco: sztuka powinna naśladować rządzące naszą rzeczywistością zasady, a nie kopiować zjawiska, rzeczy czy istoty w niej występujące. To bowiem naśladowanie owych zasad sprawi, że sztuka wyda się odbiorcom wiarygodna[2].
Jedną z głównych reguł panujących w naszej rzeczywistości jest swego rodzaju logiczność i konsekwencja. Świat jest konsekwentny w tym sensie, że jeśli wczoraj działało w nim prawo grawitacji, to dzisiaj najpewniej też będzie działać. Jeśli wczoraj FC Barcelona była silniejszą drużyną od Arki Gdynia, to dzisiaj zapewne też tak będzie (chyba że jedna lub obydwie drużyny znacząco zmieniły składy). Według Arystotelesa świat sztuki, świat fikcji, może być zaludniony przez najbardziej fantastyczne stworzenia, byleby naśladował tę wspomnianą podstawową zasadę naszej rzeczywistości – jej konsekwencję i wynikającą stąd względną spójność.
Wiadomo, że filmy typu Gwiezdne Wojny są pełne różnego rodzaju nierealnych postaci, światów, urządzeń i zdarzeń. Fani gwiezdnej sagi wprost uwielbiają dyskutować na tego typu tematy, wynajdując przeróżne „nierealności” w świecie Star Wars i starając się je w miarę możliwości wytłumaczyć (to znaczy – udowodnić, że coś, co na pozór jest niedorzeczne, jest w świecie filmu prawdopodobne). I tu przechodzimy do sedna. Otóż okazuje się, że najczęściej fanom wcale nie przeszkadzają nierealne światy, moce czy obiekty. Na to wszystko zazwyczaj są oni w stanie przymknąć oko. Najbardziej doskwierają im natomiast niekonsekwencje pojawiające się w filmach o rycerzach Jedi. Nie chcą oni zaakceptować tych elementów opowieści, które sprawiają, że świat Star Wars staje się niespójny, pełen niekonsekwencji i logicznych niedorzeczności. Mówiąc inaczej, przede wszystkim nie podoba im się naruszenie zasady mimesis sformułowanej przez Arystotelesa.
W celu zweryfikowania tej hipotezy można zajrzeć na polskie forum fanów gwiezdnej sagi. I tak na przykład jedna z dyskusji tam toczonych dotyczy dwóch pojedynków mających miejsce w III epizodzie. W pierwszej walce Mace Windu (bohater pozytywny) walczy z Darthem Sidiousem (bohaterem negatywnym) i jest od niego silniejszy (ostatecznie co prawda przegrywa, ale tylko dlatego, że Sidious otrzymuje wsparcie od Anakina Skywalkera). W drugiej walce Sidious wygrywa z Yodą, mającym opinię jednego z najpotężniejszych rycerzy Jedi. Fani dostrzegają więc pewną niekonsekwencję: dlaczego Sidious jest względnie słaby, gdy walczy z Windu i nagle, niedługo potem, okazuje się bardzo silny, gdy pojedynkuje się z potężnym Yodą? Starają się więc wytłumaczyć tę (pozorną?) nielogiczność, która wydaje się naruszać spójność świata Star Wars, a tym samym zdaje się czynić go niekonsekwentnym (bohaterowie w niewyjaśniony sposób stają się nagle silniejsi lub słabsi). Wymóg spójności/konsekwencji świata przedstawionego to, jak zostało powiedziane, podstawowy element teorii mimesis. Tym samym fani Gwiezdnych Wojen, walcząc z niespójnością świata Star Wars, tak naprawdę walczą o to, żeby w filmie tym nie naruszano zasady mimesis (nawet jeśli o teorii Arystotelesa nie słyszeli).
Oto dwie wypowiedzi z forum na ten temat (w kwadratowych nawiasach umieszczam swoje wtrącenia):
[użytkownik mgmto pisze:] Yoda i Sidious to użytkownicy mocy, miecza używają raczej rzadko, wolą force [z Yodą Sidious walczy za pomocą mocy]. Tak więc Sidiousowi łatwiej było walczyć z Yodą, gdyż w walce na moc przewagę ma sith – ze względu na lighting. Yoda nie miał casu na kontratak, gdyż był zalewany lightingiem. Dlatego przegrywał. Miecze to co innego [z Mace Windu Sidious walczył na miecze świetlne]. Lighting jest mało skuteczny i nie ma czasu go użyć. Sidious musiał więc toczyć pojedynek na sabery: ale z takim szermierzem jak mace, mało kto mógłby się zmierzyć.
[użytkownik DARTH PAFCIO:] A mnie się wydaje że Palpatine wyczuwał zbliżającego się Anakina [Anakin pomógł Sidiousowi wygrać z Windu] i specjalnie się „podłożył” Macowi. Gdyby chciał, to mógłby go wykończyć Lightingiem.
Dwa powyższe wpisy podaję tylko jako przykład pomysłowości fanów, którzy starają się uczynić świat Gwiezdnych Wojen jak najbardziej konsekwentnym. Sama dyskusja na temat tych dwóch pojedynków jest dłuższa i jest tylko jedną z wielu toczonych na forum. W każdym razie stanowi ona potwierdzenie, że koncepcja mimesis Arystotelesa nadal ma się nieźle (jeśli tylko zgodzimy się na powyższą jej interpretację). Nie chodzi mi przy tym o to, że Arystoteles bezbłędnie uchwycił relację między rzeczywistością oraz fikcją lub że dotarł do istoty dzieła sztuki, ponieważ to są kwestie nie tak łatwe do rozstrzygnięcia i wywołują one wiele kontrowersji wśród badaczy. Rzecz raczej w tym, że uczeń Platona bardzo dobrze opisał nasze oczekiwania względem fikcji.
- Arystoteles, Poetyka, [w:] tegoż, Retoryka-Poetyka, przeł. H. Podbielski, Warszawa 1988, s. 366 [↩]
- To, co piszę, jest oczywiście już pewną interpretacją myśli Arystotelesa (mającą jednak swoich zwolenników). Nie mówi on bowiem w Poetyce wprost, że sztuka ma naśladować zasady rządzące naszą rzeczywistością ani nie pisze o tym, iż konsekwencja jest jedną z takich naczelnych zasad. Twierdzi on jedynie, że artysta ma prawo pokazywać rzeczy niemożliwe (nie występujące w naszym świecie), jeśli tylko są one prawdopodobne/wiarygodne w kontekście fabuły danego utworu. Tę zasadę prawdopodobieństwa daje się zinterpretować właśnie jako zasadę konsekwencji. Można ponadto założyć, że Arystoteles wymagał od sztuki owego prawdopodobieństwa/konsekwencji/spójności, ponieważ doświadczenie pouczało go, że taki jest również otaczający nas świat [↩]
